......... w drodze na wschód [Kazachstan i Kirgistan 2004] ...



Na wstępie chciałam poprosić "osobników potencjalnie niezadowolonych" z formy moich opowieści, o nie wysyłanie do mnie maili w stylu "jak się wam tam nie podoba, to po co tam jeˇdzicie". Mam taki, a nie inny styl pisania i nie należy dosłownie interpretować moich "marudnych" wypowiedzi dotyczących warunków życiowych na Wschodzie, tudzież tym bardziej moich osobisty przemyśleń i odczuć.

29 czerwca 2004 - wtorek
WYJAZD DO KAZACHSTANU -
CZYLI KOLEJNY RAZ ZDARZYŁO SIĘ TO, CO WYDAWAŁO SIĘ NIEMOŻLIWE

Wreszcie po 2 latach planów udało się nam zorganizować wyjazd do Kazachstanu. I tym razem wydawało się, że wyjazd nie dojdzie do skutku. Na przeszkodzie stanęły bowiem poniższe strapienia:
  • problemy zdrowotne - moje złamanie marszowe w lewej stopie
  • problemy urlopowe - ciągłe przesunięcia terminów wyjazdów przez Jacka związane z konferencjami, sprawdzianami, egzaminami i pisaniem świadectw
  • problemy związane z wejście Polski do Unii Europejskiej - czyli kwestia, czy trzeba mieć wizę tranzytową jadąc przez Rosję do Kazachstanu??!! (tak naprawdę do końca przekonaliśmy się o tym na granicy ukraińsko-rosyjskiej)
  • problemy wizowo-paszportowe - załatwienie wizy do Kazachstanu to nie jest pestka, a my oczywiście zachowaliśmy spokój i trochę sprawę odwlekaliśmy, także wizy mieliśmy dopiero w przeddzień wyjazdu
  • problemy kadrowe - czyli rezygnacja z wyjazdu Gosi F. dzień przed startem, co mi osobiście trochę popsuło plany, ponieważ miałam z nią wcześniej w wyprawy wrócić, ostatecznie zdecydowałam się na samotny powrót
  • problemy transportowe - ten problem pojawił się dopiero we Lwowie, na razie o nim nie mieliśmy pojęcia.
    Tym niemniej ostatecznie udało się wreszcie zebrać i zmobilizować i około 21 zjawiliśmy się na tymczasowym dworcu PKS w Krakowie, skąd mieliśmy wyjeżdżać autobusem do Lwowa.
    Na dworzec przyszli nad pożegnać Wojtek T. (tradycyjnie z kamerą, ale kompletnie niezgodnie z tradycją - bez plecaka, pierwszy raz od 10 lat występował w formie żegnającego, nie żegnanego!!) oraz Gosia już nie F. lecz Ł. (tradycyjnie z Jackiem - od miesiąca swym mężem).
    Mimo, że na dworcu byliśmy godzinę przed czasem, wpadliśmy do autobusu w ostatnim momencie, ponieważ wszyscy (w liczbie sztuk 3) w szale rzucili się dokupywać produkty niedostępne na wschodzie (np. kasety do kamery Sony, Muszynianka, 1500 krzyżówek panoramicznych - wydanie w języku polskim). W każdym razie ostatecznie o 22 wyruszyliśmy ukraińskim autobusem do Lwowa (60 PLN) żegnani przez uczestników, którzy w tym roku w wyjeˇdzie nie uczestniczą.

    29 czerwca 2004 - wtorek
    WE LWOWIE - CZYLI ZDOBYWAMY BILETY
    Od 2 do 6 czyli 3 godziny (z uwzględnieniem zmiany czasu) staliśmy na granicy polsko-ukraińskiej czekając na Godota. W autobusie jechała z nami 86-cio letnia babcia z rozrusznikiem serca i prosiła każdego, kto próbował rozmawiać przez komórkę, żeby wyszedł z autobusu. Zaimponowała mi kobieta!!
    Po 7 wreszcie przybyliśmy na stryjski dworzec we Lwowie, skąd marszrutką nr 57 za 80 kopiejek podjechaliśmy na dworzec kolejowy (numer marszrutki godny zapamiętania, bo dowiedzieć się od kogoś, czym przemieścić się z dworca na dworzec - graniczy z cudem).
    Wymieniliśmy kasę (1$ = 520 hrywien) i o 9.08 ustawiliśmy się w kolejce do kasy.
    Lwów przez kilka ostatnich lat bardzo się zmienił, Lwów - Teatr Wielkidworzec wyremontowany, dookoła chodzą panie w zielonych uniformach z miotłami i sprzątają. Wszyscy rozmawiają przez komórki - dramat! Zero egzotyki!
    Po ponad 2 godzinach udało się nam kupić bilety do Kijowa na 19:15 za 37 hrywien za kupe. Niestety o biletach na pociąg Kijów-Astana nie ma co marzyć - najbliższy wolny termin - 14 lipiec... Ja osobiście już przed oczami miałam wizję 4 tygodni na Krymie - o ile udałoby się nam tam dojechać, bo biletów oczywiście też nie było. Ale ponieważ już trochę znaliśmy system bukowania biletów na pociągi w byłym ZSRR, postanowiliśmy za kilka godzin spróbować ponownie.

    System rezerwowania biletów na koleje na wschodzie jest specyficzny. Można sobie zarezerwować za darmo dowolną ilość biletów na dowolny pociąg i, jeśli nie wykupi się ich do 24 godzin przed odjazdem pociągu, to po prostu rezerwacja przepada. Dlatego też postanowiliśmy dokładnie 24 godziny przed odjazdem pociągu Kijów-Astana stać przy okienku i czekać na "zwolnienie rezerwacji". Jeśli i to by się nie udało, to warto spróbować też jeszcze godzinę przed odjazdem - wtedy zwalniają się miejsca dla "VIPów", czyli rezerwowane przedziały dla ewentualnych ważnych osobistości (które pewnie i tak latają samolotami:-)).

    Oczywiście można sobie wyobrazić jakie kolejki generuje taki system. Poniżej, tylko dla umysłów ścisłych lub wielbicieli tabelek i schematów, analiza kolejek w Rosji:
    1. człowiek A stoi w kolejce aby zarezerwować bilety (najczęściej jest to kilka tygodni przed planowaną podróżą).
    2. człowiek B - spóˇnialski stoi w kolejce, żeby kupić bilet, ale dowiaduje się, że nie ma i przechodzi dokroku 4.
    3. człowiek A jeśli zdecydował się kupić rezerwację stoi w kolejce i kupuje bilety
    4. 24 godziny przed odjazdem pociągu człowiek B ponownie ustawia się w kolejce, i jeśli nie zaszło zdarzenie 3, wtedy kupuje bilety i jest szczęśliwy, jeśli zaszło 3 przechodzi do kroku 5
    5. człowiek B godzinę przed odjazdem pociągu próbuje raz jeszcze i... najczęściej się mu nie udaje, więc przechodzi do kroku 2 tylko dla innego pociągu :-)
    W każdym razie my na razie byliśmy przed krokiem nr 4 i ruszyliśmy na miasto.

    Lwów został założony w 1256 roku przez księcia Daniela Halickiego, i nazwany na cześć jego syna Lwa. Strzegł Rusi Halicko-Wołyńskiej od najazdów Złotej Ordy. W 1349 Kazimierz Wielki włączył Lwów do Polski. Pod koniec XVI w. stał się jednym z najbogatszych miast w Rzeczpospolitej. W 1661 powstała tutaj Akademia Lwowska. Miasto było wielokrotnie, lecz bezskutecznie oblegane przez Turków, Tatarów i Kozaków podczas wojen toczonych przez Polskę, nie poddał się także podczas "potopu". Zdobyty dopiero w 1704, podczas wojny północnej, przez króla szwedzkiego Karola XII.
    Po I rozbiorze Polski Lwów stał się ośrodkiem administracyjnym Galicji. W 1867 roku rząd austriacki przyznał Galicji autonomię, co pozwoliło na wprowadzenie języka polskiego jako urzędowego.
    Podczas I wojny światowej, w 1914, wojska carskie zajęły miasto, w 1915 Lwów został odbity przez Austriaków. Po upadku monarchii austro-węgierskiej rozpętały się
    walki Polaków z Ukraińcami o przejęcie władzy w mieście.
    Po wybuchu II wojny światowej, 22 IX 1939 został zajęty przez Armię Czerwoną. W wyniku sfałszowanych wyborów w paˇdzierniku 1939 Lwów wraz z polską częścią Ukrainy i Białorusi znalazł się w granicach Związku Radzieckiego. 27 VII 1944 zajęty przez oddziały Armii Czerwonej, znalazł się w granicach ZSRR.
    Od sierpnia 1991 Lwów znajduje się w granicach Ukrainy.

    Jako, że każdy z nas we Lwowie był już kilka razy, zwiedzanie miasta zaczęliśmy od kafki, co zajęło nam ponad 2 godziny, po czym ruszyliśmy nie śpiesząc się na spacer po Lwowie.
    Po 16 jeszcze raz ustawiliśmy się w kolejce do kas i oczywiście okazało się, że bilety na pociąg do Astany się znalazły - wprawdzie w kupe, ale za to w kupie (530 hrywien = 380 PLN).
    O 19.12 już spokojni o dojazd do Kazachstanu wyruszyliśmy ze Lwowa do Kijowa. Niestety mieliśmy miejsce w przedziale z panią z rocznym, niesamowicie otyłym dzieckiem, które zajmowały 3 powierzchni kupe. W czasie dojazdu naszych współpasażerek do Tarnopola, dziecko to zjadlo: 3 kromki, 2 banany, słoik malin i chyba kilo ciasteczek - aż sama poczułam się przejedzona. No, a za Tarnopolem posnęliśmy.

    1 lipiec 2004 - czwartek
    W KIJOWIE - CZYLI O SZYBKIM ZWIEDZANKU W CZASIE SŁONECZNEGO PORANKU
    O 5.30 przybyliśmy do Kijowa, plecaki zostawiliśmy tradycyjnie w kamerze chranienia i ruszyliśmy zwiedzać stolicę Ukrainy. Na początek udaliśmy się na Chreszczatnik, o tej porze kompletnie pusty. Następnie zrobiliśmy sobie spacerek: sobór św. Zofii, pomnik Chmielnickiego, sobór Jurijski oraz stara drewniana cerkiewka obok niego, sobór Andriejewski oraz trafiliśmy na ruiny cerkwi Bogurodzicy - gdzie do tej pory nigdy nie byliśmy.

    Ukraina -powierzchnia 604 tys. km2 i ponad 50 mln. mieszkańców z czego 75% stanowią Ukraińcy. Od 1990 niezależne państwo. Stolicą kraju jest Kijów, w którym zamieszkuje ponad 2,6 mln. ludzi.
    Większość obywateli Ukrainy to
    wyznawcy prawosławia, należący do jednego z trzech Kościołów: pierwszy z nichpodporządkowany jest Patriarchatowi Moskwieskiemu i uznawany on jest przez wszystkie Kościoły prawosławne na świeci, drugi zwie się Patriarchatem Kijowskim, trzeci zaś - autokefaliczny. Między Kościołami praktycznie brak różnic teologicznych, sprawa idzie oczywiście o politykę. Ukraina, tak jak inne kraje, w których większość wyznaniową stanowi prawosławie, chce mieć swoją własną niezależną Cerkiew narodową. Dodam, że katolicy i unici stanowią 15% obywateli Ukrainy.
    Praktyczne cała Ukraina leży na Nizinie Wschodnioeuropejskiej, na bardzo żyznych glebach.
    Zachodnia część kraju jest "bardziej ukraińska" - nie używa się tutaj już praktycznie języka rosyjskiego, natomiast w Kijowie i na obszarach na wschód od niego, język rosyjski jest nadal w użyciu. Zauważyliśmy natomiast, że w porównaniu z sytuacją sprzed 4 lat, że język ukraiński, także w samej stolicy, staje się bardziej popularny i praktycznie słyszany na każdym kroku.

    Chreszczatyk - główna ulica Kijowa, podczas II wojny światowej została praktycznie kompletnie zniszczona, odbudowana w czasach ZSRR w charakterystycznym radzieckim stylu.

    Sobór Sofijski (Mądrości Bożej) - ufundowany na terenie wsi Berestowo w 1051 roku przez Jarosława Mądrego. Był kolebką kultury wschodnich Słowian, kształcili się tutaj kamieniarze, murarze, malarze. Do dnia dzisiejszego zachowały się w nim fragmenty oryginalnych mozaik i fresków.

    Cerkiew Bogurodzicy
    - była to pierwsza kamienna świątynia na Rusi wybudowana w latach 989-996, zburzona została w 1240 roku przez Złotą Ordę. W XVII na jej miejscu powstała drewniana świątynia, zaś w XIX wybudowano nową cerkiew w stylu bizantyjskim, która została zburzona w 1937r.

    O 12.46 odjeżdżamy do Astany, przed nami 3,5 dnia w pociągu i 4 granice do pokonania
    , z tego 3 w nocy, to chyba specjalnie, żeby potencjalnych "przestępców" wyłapać w czasie snu.
    Ponieważ, jak opisałam wyżej załapaliśmy się na bilety sprzedawane w ostatnim momencie, czyli prawdopodobnie VIP-owskie, mieliśmy niespotykaną w kolejach w byłym ZSRR dogodność, mianowicie kran z odkręcanym kurkiem w łazience! Nie zrozumie jakie udogodnienie to spowodowało radość w naszych szeregach, ten kto nie doświadczył przeżyć związanych z myciem się jedną ręka, gdy druga zajęta jest ustawicznym przyciskaniem kurka, do tego w pędzącym po wątpliwej jakości torach pociągu, gdy człowiekiem rzuca z jednego kąta łazienki do drugiego.

    Poniżej rozpiska trasy przejazdu pociągu z zaznaczeniem najbardziej kluczowych elementów trasy - czyli przejść granicznych:
    Kijów - Konotop - Worożba - Sumy - Charków - Waluiki (granica ukraińsko-rosyjska) - Liski - Pawarino - Bałaszow - Ptiszewo - Atkarsk - Saratów - Ozinki (granica rosyjko-kazaska - strona rosyjska) - Semiglawyj Tar (granica rosyjko-kazaska - strona kazaska) - Uralsk - Kazachstan - (granica kazasko-rosyjska) - Ileck - Orenburg - Orsk - Kartały (granica rosyjko-kazaska - strona rosyjska) - Toboł (granica rosyjko-kazaska - strona kazaska) - Kuszmurun - Jesil - Atbasar - Astana

    Mając w perspektywie pierwsze przejście graniczne w nocy, poukładaliśmy się na pryczach i o 21 posnęliśmy.

    2 lipiec 2004 - piątek
    TRAWERSUJEMY KAWAŁEK ROSJI - CZYLI O TYM JAK ZACZYNAMY ROZUMIEĆ NA CZYM POLEGA PRZEKRACZANIE GRANIC WEWNˇTRZ BYŁEGO ZSRR
    O 1.15 obudziła nas prowadnica, że niedługo czeka nas granica ukraińsko-rosyjska. Zostaliśmy uznani za Bułgarów! Teraz pozwolę sobie numerować kontrole, które w czasie przejazdu na trasie Kijów-Astana przeżyliśmy.
    Kontrola nr 1 - 1.45 celnik ukraiński, który ograniczył się do pytania ile mamy kasy i życzeń "szczasliwa puti".
    Myśleliśmy, że to już koniec, pogasiliśmy światło, poukładaliśmy się i posnęliśmy. Pociąg przyjaˇnie zaczął turkotać po torach, a tu...
    Kontrola nr 2 - 2.15 pogranicznik ukraiński, wbił nam pieczątki wyjazdowe z Ukrainy.
    Po czym pociąg ruszył, my zgasiliśmy światło, zamknęliśmy kupe i posnęliśmy. Gdy nagle...
    Kontrola nr 3 - 3.00 rosyjska celniczka, ona zaś tylko pooglądała nasze plecaki i sobie najnormalniej poszła.
    Byliśmy już w Rosji, postanowiliśmy więc, że to na pewno już koniec i posnęliśmy. Nie dane nam było długo spać, albowiem nastąpiła...
    Kontrola nr 4 - 3.30 pogranicznik rosyjski, przepisał od każdego z nas pół paszportu, zainteresował się brakiem wizy tranzytowej przez Rosję, ale bez ociągania się przyjął do wiadomości, że mając wizę kazaską, tranzytowej przez jego kraj nie potrzebujemy i sobie poszedł.
    Zdecydowaliśmy, że to musi już być zdecydowany koniec tej granicy i posnęliśmy... tym razem faktycznie na dłużej.
    Rankiem powstaliśmy i na najbliższej stacji udaliśmy się na łowy do babuszek. Niestety o ile babuszki ukraińskie w tym roku oferowały bogaty asortyment przepysznym ciasteczek po 2 hrywny, o tyle w Rosji większość sprzedawała szale. Jako że udawaliśmy się w klimat kontynentalny suchy z ciepłymi latami zakup szali wydawał się nam być lekko nie na miejscu, natomiast chętnie zaopatrzylibyśmy się w jakieś żarełko, bo tak nastawiliśmy się na zaopatrzenie "babuszkowe", że praktycznie nic do jedzenia nie mieliśmy i głód, mimo że to dopiero 3 dzień podróży, zaczął nam zaglądać w oczy.
    Do Saratowa czyli do godziny 20.40 nie udało się nam wyłowić żadnej babuszki z jedzeniem, dopiero tutaj w kiosku nabyliśmy chleb i wodę. W Saratowie przekroczyliśmy Wołgę - nieprawdopodobnie wielka rzeka, do tego most poprowadzony w taki specyficzny sposób, że przekracza się ją dobrych parę minut.
    Po południu prowadnica dała nam do wypełnienia deklaracje celne, udało się nam zabić tym czas na parę godzin, przy tym poznaliśmy pewnego człowieka, który udawał się do Karagandy i okropnie straszył nas upałami w Kazachstanie. Na razie za oknem dzisiaj cały dzień padało, było pochmurno i do tego chłodno. Za to dla równowagi temperatura Jacka ciała osiągnęła z niewiadomych 38,2C - zaaplikowałam mu 2x aspirynę, prewencyjnie czosnek i posnęliśmy w oczekiwaniu na kolejne nocne pobudki.

    3 lipiec 2004 - sobota

    TRAWERSUJEMY KAWAŁEK KAZACHSTANU - CZYLI O TYM JAK JACEK ZABALIEŁ
    O 2 w nocy nastąpiła nieoczekiwana pobudka nie przez mundurowych, to Jacek odkrył, że ma ponad 39C - zaaplikowałam mu znalezioną gdzieś w odmętach plecaka przeterminowaną 2 lata temu pyralginę x2. Dodam, że w apteczce Jacka znajdował się: termometr - 1 szt. , zaś w apteczce Ireny: Upup - 2 szt. Licząc na zbawienne działanie przeterminowanego leku posnęliśmy, ale oczywiście nie na długo, bo....
    Kontrola nr 5 - celnicy rosyjscy, obyło się bez wielkiego sprawdzania, stanęli na chwilę w drzwiach i poszli, prawdopodobną przyczyną zrezygnowania z dokładniejszej kontroli, był niewątpliwie silny zapach czosnku jakim przesączone było nasze kupe.
    Delikatnie poukładaliśmy się do snu, ja osobiście postanowiłam nie robić z siebie idiotki i nie zasypiać, skoro według wszelkiego prawdopodobieństwa za chwilę miał nas nawiedzić rosyjski pogranicznik. Czuwałam, czuwałam i nic! W końcu usnęłam, jak się okazało tym razem tą część kontroli nam darowano. Za to o 6 rano...
    Kontrola nr 6 i 7 - granica kazaska, tutaj już mundurowi się sprężyli i lepiej zorganizowali i umieścili urząd celny i przejście graniczne na jednej stacji! Do paszportu została nam wbita pieczątka na wizie kazaskiej, zaczęliśmy się zastanawiać, czy przypadkiem na kolejnej granicy kazaskiej, którą mieliśmy pokonywać jutro nie wbiją nam pieczątki na drugim wjeˇdzie do Kazachstanu. A to byłaby porażka.
    Sprecyzuję, że mieliśmy wizę dwukrotnego wjazdu do Kazachstanu, ponieważ w planach mieliśmy jeszcze wjazd do Kirgistanu i powrót ponownie przez Kazachstan. Podczas, gdy w drodze z Kijowa do Astany granice kazaską przekracza się dwa razy - czyli teoretycznie mogło się zdarzyć, że dojeżdżając do Astany nie będziemy już mieli możliwości ponownego wjazdu do Kazachstanu. Ale generalnie za bardzo tym sobie głowy nie zawracaliśmy tym bardziej, że Jackowi wprawdzie po lekach spadła trochę gorączka, ale bynajmniej do siebie nie dochodził.
    O 10.30 przybyliśmy do Uralska, pierwszego większego miasta w Kazachstanie. Pociąg się nam zaludnił, tubylcy mówią przeważnie po kazasku.





    CIˇG DALSZY ZAPEWNE NASTˇPI, CHOĆ NA PEWNO KOMPLETNIE NIE WIADOMO KIEDY...