problemy transportowe - ten problem pojawił
się dopiero we Lwowie, na razie o nim nie mieliśmy pojęcia.
Tym niemniej ostatecznie udało się wreszcie zebrać i zmobilizować
i około 21 zjawiliśmy się na tymczasowym dworcu PKS w
Krakowie, skąd mieliśmy wyjeżdżać autobusem do Lwowa.
Na dworzec przyszli nad pożegnać Wojtek T. (tradycyjnie
z kamerą, ale kompletnie niezgodnie z tradycją - bez plecaka,
pierwszy raz od 10 lat występował w formie żegnającego,
nie żegnanego!!) oraz Gosia już nie F. lecz Ł. (tradycyjnie
z Jackiem - od miesiąca swym mężem).
Mimo, że na dworcu byliśmy godzinę przed czasem,
wpadliśmy
do autobusu w ostatnim momencie, ponieważ wszyscy
(w liczbie sztuk 3) w szale rzucili się dokupywać produkty
niedostępne na wschodzie (np. kasety do kamery Sony, Muszynianka,
1500 krzyżówek panoramicznych - wydanie w języku polskim).
W każdym razie ostatecznie o 22
wyruszyliśmy
ukraińskim autobusem do Lwowa (60 PLN) żegnani
przez uczestników, którzy w tym roku w wyjeˇdzie nie uczestniczą.
29 czerwca 2004 - wtorek
WE LWOWIE - CZYLI ZDOBYWAMY
BILETY
Od 2 do 6 czyli 3 godziny (z uwzględnieniem zmiany czasu)
staliśmy na granicy polsko-ukraińskiej
czekając na Godota. W autobusie jechała z nami
86-cio
letnia babcia z rozrusznikiem serca i prosiła każdego,
kto próbował rozmawiać przez komórkę, żeby wyszedł z autobusu.
Zaimponowała mi kobieta!!
Po 7 wreszcie przybyliśmy na stryjski dworzec we Lwowie,
skąd marszrutką nr 57 za 80 kopiejek podjechaliśmy na
dworzec kolejowy (numer marszrutki godny zapamiętania,
bo dowiedzieć się od kogoś, czym przemieścić się z dworca
na dworzec - graniczy z cudem).
Wymieniliśmy kasę (1$ = 520 hrywien) i o 9.08 ustawiliśmy
się w kolejce do kasy.
Lwów przez kilka ostatnich lat
bardzo się zmienił,

dworzec
wyremontowany, dookoła chodzą panie w zielonych uniformach
z miotłami i sprzątają. Wszyscy rozmawiają przez komórki
- dramat! Zero egzotyki!
Po ponad 2 godzinach udało się nam kupić bilety do Kijowa
na 19:15 za 37 hrywien za kupe. Niestety
o
biletach na pociąg Kijów-Astana nie ma co marzyć - najbliższy
wolny termin - 14 lipiec... Ja osobiście już przed
oczami miałam wizję 4 tygodni na Krymie - o ile udałoby
się nam tam dojechać, bo biletów oczywiście też nie było.
Ale ponieważ już trochę znaliśmy system bukowania biletów
na pociągi w byłym ZSRR, postanowiliśmy za kilka godzin
spróbować ponownie.
System rezerwowania biletów
na koleje na wschodzie jest specyficzny. Można sobie zarezerwować
za darmo dowolną ilość biletów na dowolny pociąg i, jeśli
nie wykupi się ich do 24 godzin przed odjazdem pociągu,
to po prostu rezerwacja
przepada. Dlatego też postanowiliśmy dokładnie 24 godziny
przed odjazdem pociągu Kijów-Astana stać przy okienku
i czekać na "zwolnienie rezerwacji". Jeśli
i to by się nie udało, to warto spróbować też jeszcze
godzinę przed odjazdem - wtedy zwalniają się miejsca dla
"VIPów", czyli rezerwowane przedziały dla ewentualnych
ważnych osobistości (które pewnie i tak latają samolotami:-)).
Oczywiście można sobie wyobrazić jakie kolejki generuje
taki system. Poniżej, tylko dla umysłów ścisłych lub wielbicieli
tabelek i schematów,
analiza kolejek
w Rosji:
1. człowiek A stoi w kolejce aby zarezerwować bilety (najczęściej
jest to kilka tygodni przed planowaną podróżą).
2. człowiek B - spóˇnialski stoi w kolejce, żeby kupić
bilet, ale dowiaduje się, że nie ma i przechodzi dokroku
4.
3. człowiek A jeśli zdecydował się kupić rezerwację stoi
w kolejce i kupuje bilety
4. 24 godziny przed odjazdem pociągu człowiek B ponownie
ustawia się w kolejce, i jeśli nie zaszło zdarzenie 3,
wtedy kupuje bilety i jest szczęśliwy, jeśli zaszło 3
przechodzi do kroku 5
5. człowiek B godzinę przed odjazdem pociągu próbuje raz
jeszcze i... najczęściej się mu nie udaje, więc przechodzi
do kroku 2 tylko dla innego pociągu :-)
W każdym razie my na razie byliśmy przed krokiem nr 4
i ruszyliśmy na miasto.
Lwów
został założony w 1256 roku przez księcia Daniela Halickiego,
i nazwany na cześć jego syna Lwa. Strzegł Rusi Halicko-Wołyńskiej
od najazdów Złotej Ordy. W 1349 Kazimierz Wielki włączył
Lwów do Polski. Pod koniec XVI w. stał się jednym
z najbogatszych miast w Rzeczpospolitej.
W 1661 powstała tutaj Akademia Lwowska. Miasto było wielokrotnie,
lecz bezskutecznie oblegane przez Turków, Tatarów i Kozaków
podczas wojen toczonych przez Polskę, nie poddał się także
podczas "potopu". Zdobyty dopiero w 1704, podczas
wojny północnej, przez króla szwedzkiego Karola XII.
Po I rozbiorze Polski Lwów stał się ośrodkiem administracyjnym
Galicji. W 1867 roku rząd austriacki przyznał Galicji
autonomię, co pozwoliło na wprowadzenie języka polskiego
jako urzędowego.
Podczas I wojny światowej, w 1914, wojska carskie zajęły
miasto, w 1915 Lwów został odbity przez Austriaków. Po
upadku monarchii austro-węgierskiej rozpętały się walki
Polaków z Ukraińcami o przejęcie władzy w mieście.
Po wybuchu II wojny światowej, 22 IX 1939 został zajęty
przez Armię Czerwoną. W wyniku sfałszowanych wyborów w
paˇdzierniku 1939 Lwów wraz z polską częścią Ukrainy i
Białorusi znalazł się w granicach Związku Radzieckiego.
27 VII 1944 zajęty przez oddziały Armii Czerwonej, znalazł
się w granicach ZSRR.
Od sierpnia 1991
Lwów znajduje się w granicach Ukrainy.
Jako, że każdy z nas we Lwowie był już kilka razy,
zwiedzanie miasta zaczęliśmy od kafki, co zajęło nam ponad
2 godziny, po czym ruszyliśmy nie śpiesząc się na spacer
po Lwowie.
Po 16
jeszcze raz ustawiliśmy się
w kolejce do kas i oczywiście okazało się, że
bilety
na pociąg do Astany się znalazły - wprawdzie w
kupe, ale za to w kupie (530 hrywien = 380 PLN).
O 19.12 już spokojni o dojazd do Kazachstanu wyruszyliśmy
ze Lwowa do Kijowa. Niestety mieliśmy miejsce w przedziale
z panią z rocznym, niesamowicie otyłym dzieckiem, które
zajmowały 3 powierzchni kupe. W czasie dojazdu naszych
współpasażerek do Tarnopola, dziecko to zjadlo: 3 kromki,
2 banany, słoik malin i chyba kilo ciasteczek - aż sama
poczułam się przejedzona. No, a za Tarnopolem posnęliśmy.
1 lipiec 2004 - czwartek
W KIJOWIE - CZYLI O SZYBKIM
ZWIEDZANKU W CZASIE SŁONECZNEGO PORANKU
O 5.30 przybyliśmy do Kijowa,
plecaki zostawiliśmy tradycyjnie w kamerze chranienia
i ruszyliśmy zwiedzać stolicę Ukrainy. Na początek udaliśmy
się na Chreszczatnik, o tej porze kompletnie pusty. Następnie
zrobiliśmy sobie spacerek: sobór św. Zofii, pomnik Chmielnickiego,
sobór Jurijski oraz stara drewniana cerkiewka obok niego,
sobór Andriejewski oraz trafiliśmy na ruiny cerkwi Bogurodzicy
- gdzie do tej pory nigdy nie byliśmy.

Ukraina
-powierzchnia 604 tys. km2 i ponad 50 mln. mieszkańców
z czego 75% stanowią
Ukraińcy. Od 1990
niezależne państwo. Stolicą kraju jest Kijów, w którym
zamieszkuje ponad 2,6 mln. ludzi.
Większość obywateli Ukrainy to wyznawcy
prawosławia, należący do jednego z trzech Kościołów:
pierwszy z nichpodporządkowany
jest Patriarchatowi Moskwieskiemu
i uznawany on jest przez wszystkie Kościoły prawosławne
na świeci, drugi zwie się Patriarchatem
Kijowskim,
trzeci zaś - autokefaliczny.
Między Kościołami praktycznie brak różnic teologicznych,
sprawa idzie oczywiście o politykę. Ukraina, tak jak inne
kraje, w których większość wyznaniową stanowi prawosławie,
chce mieć swoją własną niezależną Cerkiew narodową. Dodam,
że katolicy i unici stanowią 15% obywateli Ukrainy.
Praktyczne cała Ukraina leży na Nizinie Wschodnioeuropejskiej,
na bardzo żyznych glebach. Zachodnia
część kraju jest "bardziej ukraińska"
- nie używa się tutaj już praktycznie języka rosyjskiego,
natomiast w Kijowie i na obszarach na wschód od niego,
język rosyjski jest nadal w użyciu. Zauważyliśmy natomiast,
że w porównaniu z sytuacją sprzed 4 lat, że język ukraiński,
także w samej stolicy, staje się bardziej popularny i
praktycznie słyszany na każdym kroku.
Chreszczatyk
- główna ulica Kijowa, podczas II wojny światowej została
praktycznie kompletnie zn
iszczona,
odbudowana w czasach ZSRR w charakterystycznym radzieckim
stylu.
Sobór Sofijski
(Mądrości Bożej)
- ufundowany na terenie wsi Berestowo w 1051 roku przez
Jarosława Mądrego. Był kolebką kultury wschodnich Słowian,
kształcili się tutaj kamieniarze, murarze, malarze. Do
dnia dzisiejszego zachowały się w nim fragmenty oryginalnych
mozaik i fresków.
Cerkiew Bogurodzicy
- była to pierwsza
kamienna świątynia na Rusi
wybudowana w latach 989-996, zburzona została w 1240 roku
przez Złotą Ordę. W XVII na jej miejscu powstała drewniana
świątynia, zaś w XIX wybudowano nową cerkiew w stylu bizantyjskim,
która została zburzona w 1937r.
O 12.46 odjeżdżamy do Astany, przed nami 3,5 dnia w pociągu
i 4 granice do pokonania, z tego 3 w nocy, to chyba
specjalnie, żeby potencjalnych "przestępców"
wyłapać w czasie snu.
Ponieważ, jak opisałam wyżej załapaliśmy się na bilety
sprzedawane w ostatnim momencie, czyli prawdopodobnie
VIP-owskie,
mieliśmy niespotykaną
w kolejach w byłym ZSRR dogodność, mianowicie kran z odkręcanym
kurkiem w łazience! Nie zrozumie jakie udogodnienie
to spowodowało radość w naszych szeregach, ten kto nie
doświadczył przeżyć związanych z myciem się jedną ręka,
gdy druga zajęta jest ustawicznym przyciskaniem kurka,
do tego w pędzącym po wątpliwej jakości torach pociągu,
gdy człowiekiem rzuca z jednego kąta łazienki do drugiego.
Poniżej rozpiska trasy przejazdu
pociągu z zaznaczeniem najbardziej kluczowych elementów
trasy - czyli przejść granicznych:
Kijów - Konotop - Worożba - Sumy - Charków - Waluiki (granica
ukraińsko-rosyjska) - Liski - Pawarino - Bałaszow - Ptiszewo
- Atkarsk - Saratów - Ozinki (granica rosyjko-kazaska
- strona rosyjska) - Semiglawyj Tar (granica rosyjko-kazaska
- strona kazaska) - Uralsk - Kazachstan - (granica kazasko-rosyjska)
- Ileck - Orenburg - Orsk - Kartały (granica rosyjko-kazaska
- strona rosyjska) - Toboł (granica rosyjko-kazaska -
strona kazaska) - Kuszmurun - Jesil - Atbasar - Astana
Mając w perspektywie pierwsze przejście graniczne w nocy,
poukładaliśmy się na pryczach i o 21 posnęliśmy.
2 lipiec 2004 - piątek
TRAWERSUJEMY KAWAŁEK
ROSJI - CZYLI O TYM JAK ZACZYNAMY ROZUMIEĆ NA CZYM POLEGA
PRZEKRACZANIE GRANIC WEWNˇTRZ BYŁEGO ZSRR
O 1.15 obudziła nas prowadnica,
że niedługo czeka nas granica ukraińsko-rosyjska. Zostaliśmy
uznani za Bułgarów! Teraz pozwolę sobie numerować kontrole,
które w czasie przejazdu na trasie Kijów-Astana przeżyliśmy.
Kontrola nr 1 - 1.45 celnik
ukraiński, który ograniczył się do pytania ile mamy kasy
i życzeń "szczasliwa puti".
Myśleliśmy, że to już koniec, pogasiliśmy światło, poukładaliśmy
się i posnęliśmy. Pociąg przyjaˇnie zaczął turkotać po
torach, a tu...
Kontrola nr 2 - 2.15 pogranicznik
ukraiński, wbił nam pieczątki wyjazdowe z Ukrainy.
Po czym pociąg ruszył, my zgasiliśmy światło, zamknęliśmy
kupe i posnęliśmy. Gdy nagle...
Kontrola nr 3 - 3.00 rosyjska
celniczka, ona zaś tylko pooglądała nasze plecaki i sobie
najnormalniej poszła.
Byliśmy już w Rosji, postanowiliśmy więc, że to na pewno
już koniec i posnęliśmy. Nie dane nam było długo spać,
albowiem nastąpiła...
Kontrola nr 4 - 3.30 pogranicznik
rosyjski, przepisał od każdego z nas pół paszportu, zainteresował
się brakiem wizy tranzytowej przez Rosję, ale bez ociągania
się przyjął do wiadomości, że mając wizę kazaską, tranzytowej
przez jego kraj nie potrzebujemy i sobie poszedł.
Zdecydowaliśmy, że to musi już być zdecydowany koniec
tej granicy i posnęliśmy... tym razem faktycznie na dłużej.
Rankiem powstaliśmy i na najbliższej stacji
udaliśmy
się na łowy do babuszek. Niestety o ile babuszki
ukraińskie w tym roku oferowały bogaty asortyment przepysznym
ciasteczek po 2 hrywny, o tyle w Rosji
większość
sprzedawała szale. Jako że udawaliśmy się w klimat
kontynentalny suchy z ciepłymi latami
zakup
szali wydawał się nam być lekko nie na miejscu,
natomiast chętnie zaopatrzylibyśmy się w jakieś żarełko,
bo tak nastawiliśmy się na zaopatrzenie "babuszkowe",
że praktycznie nic do jedzenia nie mieliśmy i głód, mimo
że to dopiero 3 dzień podróży, zaczął nam zaglądać w oczy.
Do Saratowa czyli do godziny 20.40 nie udało się nam wyłowić
żadnej babuszki z jedzeniem, dopiero tutaj w kiosku nabyliśmy
chleb i wodę.
W Saratowie przekroczyliśmy
Wołgę - nieprawdopodobnie wielka rzeka, do tego
most poprowadzony w taki specyficzny sposób, że przekracza
się ją dobrych parę minut.
Po południu prowadnica dała nam do
wypełnienia
deklaracje celne, udało się nam zabić tym czas na parę
godzin, przy tym poznaliśmy pewnego człowieka,
który udawał się do Karagandy i okropnie straszył nas
upałami w Kazachstanie. Na razie za oknem dzisiaj cały
dzień padało, było pochmurno i do tego chłodno. Za to
dla równowagi temperatura Jacka ciała osiągnęła z niewiadomych
38,2C - zaaplikowałam mu 2x aspirynę, prewencyjnie czosnek
i posnęliśmy w oczekiwaniu na kolejne nocne pobudki.
3 lipiec 2004 - sobota
TRAWERSUJEMY KAWAŁEK
KAZACHSTANU - CZYLI O TYM JAK JACEK ZABALIEŁ
O 2 w nocy nastąpiła nieoczekiwana pobudka nie przez mundurowych,
to Jacek odkrył, że ma ponad 39C - zaaplikowałam mu znalezioną
gdzieś w odmętach plecaka przeterminowaną 2 lata temu
pyralginę x2. Dodam, że
w apteczce
Jacka znajdował się: termometr - 1 szt. , zaś w apteczce
Ireny: Upup - 2 szt. Licząc na zbawienne działanie
przeterminowanego leku posnęliśmy, ale oczywiście nie
na długo, bo....
Kontrola nr 5 - celnicy
rosyjscy, obyło się bez wielkiego sprawdzania, stanęli
na chwilę w drzwiach i poszli,
prawdopodobną
przyczyną zrezygnowania z dokładniejszej kontroli, był
niewątpliwie silny zapach czosnku jakim przesączone było
nasze kupe.
Delikatnie poukładaliśmy się do snu, ja osobiście postanowiłam
nie robić z siebie idiotki i nie zasypiać, skoro według
wszelkiego prawdopodobieństwa za chwilę miał nas nawiedzić
rosyjski pogranicznik. Czuwałam, czuwałam i nic! W końcu
usnęłam, jak się okazało tym razem tą część kontroli nam
darowano. Za to o 6 rano...
Kontrola nr 6 i 7 - granica
kazaska, tutaj już mundurowi się sprężyli i lepiej zorganizowali
i umieścili urząd celny i przejście graniczne na jednej
stacji! Do paszportu została nam wbita pieczątka na wizie
kazaskiej, zaczęliśmy się zastanawiać, czy przypadkiem
na kolejnej granicy kazaskiej, którą mieliśmy pokonywać
jutro nie wbiją nam pieczątki na drugim wjeˇdzie do Kazachstanu.
A to był

aby
porażka.
Sprecyzuję, że mieliśmy
wizę dwukrotnego
wjazdu do Kazachstanu, ponieważ w planach mieliśmy
jeszcze wjazd do Kirgistanu i powrót ponownie przez Kazachstan.
Podczas, gdy w drodze z Kijowa do Astany granice kazaską
przekracza się dwa razy - czyli teoretycznie mogło się
zdarzyć, że dojeżdżając do Astany nie będziemy już mieli
możliwości ponownego wjazdu do Kazachstanu. Ale generalnie
za bardzo tym sobie głowy nie zawracaliśmy tym bardziej,
że Jackowi wprawdzie po lekach spadła trochę gorączka,
ale bynajmniej do siebie nie dochodził.
O 10.30 przybyliśmy do
Uralska,
pierwszego większego miasta w Kazachstanie. Pociąg
się nam zaludnił, tubylcy mówią przeważnie po kazasku.
CIˇG DALSZY ZAPEWNE NASTˇPI,
CHOĆ NA PEWNO KOMPLETNIE NIE WIADOMO KIEDY...