
To jednak nie koniec moich artystycznych fascynacji.
Jako że jeden dziadek mój grywał na skrzypcach, a drugi
na harmonii, poczułam się zupełnie umotywowana do zadręczania
współtowarzyszy
próbami gry na gitarze.
Trwało to trochę - oj trwało, ale po pewnym czasie stwierdziłam,
że są lepsi - co zauważyłby nawet głuchy gdyby tylko mógł
usłyszeć moją grę...

Potem były
kajaki...
Jak widać (choć niektórzy twierdzą, że na tym zdjęciu nic
nie widać),
na razie w formie pasażera, ale rok póˇniej było juz lepiej.